CHCIAŁYŚMY PODEJRZEĆ, JAK ŻYJĄ INNI – rozmowa z Sylwią Jurkiewicz i Justyną Lach, pomysłodawczymi „Bookopen”

Sylwia Jurkiewicz i Justyna Lach, fot. Andrzej Grabowski

Sylwia Jurkiewicz i Justyna Lach, fot. Andrzej Grabowski

Nie odważyłybyśmy się wyciągać wniosków na temat kondycji całego pokolenia, bo te na pewno byłyby dużo bardziej złożone. Na podstawie próby dostępnej w Bookopen można powiedzieć, że racjonalność miesza się u nas z emocjonalnością, dojrzałość z nieodpowiedzialnością, chęć stabilizacji z potrzebą wolności – przekują Sylwia Jurkiewicz i Justyna Lach, pomysłodawczynie projektu Bookopen.

ZUPEŁNIE INNA OPOWIEŚĆ: Dokonałyście rzeczy niemożliwej: wydrukowałyście internet. No dobra, może nie cały, ale sporą jego część: dziennik 30- i 40-latków, publikowany na stworzonym przez was portalu Bookopen.pl. Skąd pomysł na stworzenie takiego dziennika?

SYLWIA JURKIEWICZ I JUSTYNA LACH: Robienie rzeczy niemożliwych to nasza specjalność, więc szukałyśmy tej najbardziej niemożliwej z niemożliwych;-). Poza tym same nie bardzo potrafimy pisać, a chciałyśmy wydać książkę, więc napisać ją musiał za nas zrobić ktoś inny;-). A tak poważnie – jesteśmy po prostu ciekawe, jak żyją i co myślą inni ludzie w naszym wieku. Na co dzień obracamy się w gronie znajomych, którzy są w miarę podobni do nas. Przeczuwałyśmy, że ci, których nie znamy, również będą mieli wiele interesujących historii do opowiedzenia… ;-). No i strasznie fajnie jest zrobić coś wartościowego z innymi – w takim wspólnym działaniu jest niesamowita moc i to, mamy nadzieję, widać w Bookopen.

– Czy drukowanie treści internetowych ma w ogóle sens w czasach, gdy książka papierowa ustępuje pola e-bookom? Po co to robić?

– To pytanie padało wielokrotnie, gdy odpalałyśmy nasz projekt. „Po co publikować książkę, skoro teksty i tak są dostępne w internecie? Kto to kupi?” Ale dla nas, i na szczęście nie tylko dla nas, papier ma zupełnie inną wartość. Można go powąchać i dotknąć. Książka, w przeciwieństwie do internetu, jest namacalna. Pozwala na bardziej intymny związek. No i ta radość, gdy widzisz tą wspólną, stworzoną przez tylu autorów, książkę na półce… bezcenna! Poza tym w przypadku Bookopen wersja drukowana daje jeszcze inne bonusy – świetne rysunki Kingi Offert, bardzo ciekawy wstęp prof. Waldemara Kuligowskiego z UAM, niepublikowane na portalu teksty Sylwii Chutnik, Łukasza Grassa i Edyty Niewińskiej i wywiady z wybranymi uczestnikami projektu. Ale spokojnie…  e-book również trafił już do sprzedaży!

– Na wersję drukowaną szukałyście pieniędzy wśród internautów i udało się, ale – na ile śledziłem wasze starania – nie było łatwo. Brałyście pod uwagę możliwość porażki?

– Miałyśmy modelową huśtawkę nastrojów – od hurraoptymizmu, po skrajne doliny;-). Najtrudniejsze w całej tej przygodzie było znalezienie wydawcy – większość uważała, że pomysł jest dobry, ale gdy przychodziło do konkretów, okazywało się, że nie na tyle, by w niego inwestować. Dobrą stroną takiego obrotu spraw było to, że grono fanów Bookopen bardzo się zmobilizowało i społecznościowy charakter całego projektu jeszcze bardziej się umocnił.

– W wersji drukowanej nie ograniczyłyście się do tekstów, ale pod niektórymi zamieściłyście fora, dołożyłyście mini-rozmowy z autorami. Czym tak naprawdę jest ta książka? Mnie wydaje się próbą stworzenia dossier pokolenia. Ale może się mylę.

– Nie miałyśmy zamiaru tworzyć „dossier”, ani „portretu”, ani „katalogu” pokolenia. Pewnie, gdybyśmy taki plan miały, nic by z tego nie wyszło;-). My chciałyśmy po prostu podejrzeć, jak żyją inni. Siła tej książki tkwi zresztą chyba właśnie w tym, że ona niczego nie udaje. Jest prawdziwa, szczera, bezpretensjonalna i bez naukowych ambicji. Ale jeśli ktoś ją naukowo lub antropologicznie wykorzysta, to nie będziemy protestować. Zresztą trochę tak jest, że o tym, czym jest Bookopen, lepiej mówią inni. Jedna z osób, Ania Green, napisała na przykład, że jest to „próba przełożenia Facebooka na formę literacką, a czytanie kolejnych tekstów to trochę jak przesuwanie się po „osi czasu”. Ty też ciekawie napisałeś;-).

W recenzji na blogu nazwałem „Bookopen” efektem literackiego talent-szoł – wiele opowiadań to bardzo dobra proza. Szukałyście bardziej talentów czy autentycznego portretu pokolenia?

– Nie robiłyśmy castingu na najlepiej piszącego 30-latka;-). Zależało nam raczej na tym, żeby pisali właśnie ci, którzy na co dzień nie piszą. Żeby historie, które przedstawią, były możliwie różne, autentyczne i szczere. Z prawdziwymi problemami, wkurzeniami, radościami, sukcesami, porażkami i całym tym wachlarzem możliwości, które zdarzają się tylko w prawdziwym życiu. Ta książka na pewno nie jest dla nas pozycją z kategorii ‘literatury’, to są właśnie raczej ‘migawki z życia’. A to, że jest tam dużo dobrych tekstów, to może sygnał, że mamy wielu utalentowanych piśmienniczo młodych ludzi.

– Cały internet w papierze się nie zmieści. Czym kierowałyście się dobierając teksty do wydania papierowego?

– „Nadprzyrodzoną intuicją i wyczuciem” – chciałybyśmy odpowiedzieć, ale aż tak sobie nie ufamy;-). Pierwszej selekcji dokonali uczestnicy projektu – na portalu bookopen.pl stworzyłyśmy system topowania, za pomocą którego można było głosować na ulubione teksty. Wygrał „Anons towarzyski” Ontologahobbysty, który zdobył aż 211 głosów, na trzecim miejscu była „Sponsorka”  Mandali. Pozostałe teksty wybierałyśmy za pomocą metodologii mieszanej – czytałyśmy wszystko i każda z nas wybierała swoje typy. Potem dyskutowałyśmy, gdzie się zgadzamy, a gdzie nie bardzo. Ostatecznego wyboru pomógł nam dokonać prof. Waldemar Kuligowski, który na pewno miał do tego materiału większy dystans, więc jemu ufałyśmy bezkrytycznie.

– Z „Bookopen” wynika, że pokolenie 30- i 40-latków jest jeszcze młode, ale już w większości przypadków myśli racjonalnie o sobie, o związku, o przyszłości. To moje wrażenie. A jakie jest to pokolenie według was – pomysłodawczyń Bookopen?

– Nie odważyłybyśmy się wyciągać wniosków na temat kondycji całego pokolenia, bo te na pewno byłyby dużo bardziej złożone. Na podstawie próby dostępnej w Bookopen można powiedzieć, że racjonalność miesza się u nas z emocjonalnością, dojrzałość z nieodpowiedzialnością, chęć stabilizacji z potrzebą wolności, i pewnie jeszcze wiele tych antynomii można by przywołać. Jesteśmy tacy trochę „pomiędzy” i to pewnie jest źródłem różnych naszych dramatów. Czasem, czytając te teksty miałyśmy wrażenie, że nasi młodsi bracia – dwudziestoparolatkowie, są bardziej stabilni emocjonalnie i bardziej wiedzą, czego chcą, niż my;-).

– Wiele miejsca w Bookopen zajmuje kwestia singielstwa. W zasadzie „problem singielstwa”, bo poza nielicznymi wyjątkami raczej nie odczuwam radości autorów z bycia samemu. Bycie singlem to znak pokolenia? Z czego wynika?

– Bycie singlem to nic niezwykłego… na Zachodzie Europy. W Polsce ciągle jest tak, że jak nie wpisujesz się w model „rodzina, praca, samochód, wakacje nad morzem”, to trochę nie wiadomo, jak cię traktować. Bać się, czy zazdrościć? Przyjaźnić się, czy unikać? Na pewno coś jest z tobą nie tak, tylko co? Dlatego tak rzadko jest to powód do radości, czy do dumy. Inna sprawa, że jak mówi w wywiadzie nasz naczelny singiel AJSCH77 (Piotr Marcinkowski), z wiekiem skłonność do kompromisów drastycznie maleje. Mamy raczej postawę „Chcę być z kimś, ale jednocześnie ma być tak, jak ja chcę”. Każdy wie, że to postulat niemożliwy do spełnienia;-). Pocieszające jest to, że Piotr już nie jest singlem, więc… jest nadzieja;-).

– A kim jesteście wy? I na ile utożsamiacie się z pokoleniem opisanym w „Bookopen”?

– Jesteśmy modelowymi przedstawicielkami grupy z wszystkimi jej cechami, wadami i zaletami;-). Może dlatego ten projekt tak dobrze nam wyszedł;-).

– W „Bookopen” wspominacie o pomyśle międzynarodowej edycji portalu i książki. To możliwe? Można stworzyć portret nie tylko Europejczyka „w kwiecie wieku”, ale i człowieka?

– Mamy różne pomysły i trudno jeszcze powiedzieć, który z nich będzie ostatecznie realizowany. Bookopen europejski byłby na pewno super ciekawą przygodą, ale z pewnością wymagałby dużo większego zaangażowania i pieniędzy. Może jeszcze chwilę zostaniemy, gdzie jesteśmy i będziemy namawiać tych wszystkich zdolnych ludzi, którzy pisali do Bookopen, żeby robili to nadal;-).

– Wspomniałyście już o tym, że do projektu przyciągnęliście znanych autorów: Sylwię Chutnik, Edytę Niewińską i Łukasza Grassa. Jaki to miało cel, czy nie zaciemnia obrazu pokolenia tworzonego na portalu Bookpen.pl?

– A czemu miałoby go zaciemniać? To są tak samo ciekawe osoby, jak wszyscy inni autorzy Bookopen, uzupełniają tylko historię, którą pisaliśmy wspólnie. Nie znałyśmy ich, nigdy się nie spotkaliśmy, pomysł, żeby zaprosić ich do projektu pojawił się w trakcie i nikogo nie trzeba było przekonywać, że warto. Wkrótce zresztą zamierzamy pójść o krok dalej i przy Bookopenie pojawi się jeszcze kilka znanych nazwisk. I znowu, nie dlatego – że są znane, tylko dlatego, że noszą je ciekawi ludzie, którym z kolei nasz pomysł wydaje się ciekawy. No i się bardzo ciekawie na koniec zrobiło;-).

Recenzja „Bookopen”

Reklamy

8 uwag do wpisu “CHCIAŁYŚMY PODEJRZEĆ, JAK ŻYJĄ INNI – rozmowa z Sylwią Jurkiewicz i Justyną Lach, pomysłodawczymi „Bookopen”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s